Uważność

Uważność to kluczowa buddyjska praktyka zwracająca całą naszą uwagę na to, co dzieje się dokładnie teraz i tutaj. Czyni to za pomocą uwolnienia nas od umysłowego zwyczaju wsłuchiwania się w bazujące na naszym ego obawy, pragnienia, oczekiwania, oceny, uprzedzenia itp. Praktyka oderwanie się od ego oraz spokojna obecność w otoczeniu prostoty, która jest rezultatem doświadczenia rzeczywistości pozbawionej chaosu stworzonego przez nasze ja.

Słowo „uważność” nie jest do końca odpowiednią nazwą, ponieważ czynność nie polega na skupianiu uwagi, ale na opróżnieniu umysłu.Medytacja uważności nie jest wydarzeniem religijnym ani formą modlitwy. Jest ona badaniem tego, na czym polega praca umysłu oraz jak można zatrzymać tę pracę, tak aby odsłonić wewnętrzną przestrzeń, w której rodzą mądrość i dojrzałość . Uważność nie ma być ucieczką od rzeczywistości, lecz lepszym i wyraźniejszym spojrzeniem na nią, pozbawionym zasłaniających widok różnorakich karnacji naszego ego.

W praktyce uważności nie tłumimy myśli ani im nie pobłażamy, jedynie zauważamy je i skupiamy się na oddechu, delikatnie kierując się z powrotem tam, skąd pochodzimy. Medytację uważa się za całkowicie udaną, kiedy konsekwentnie, cierpliwie i bez osądzania powracamy do naszego oddechu. Po prostu obserwujemy to, co dzieje się w naszych umysłach, i przyjmujemy to do wiadomości. Nie oznacza to wcale stoicyzmu czy apatii, ponieważ to równałoby się utracie naszej wrażliwości, która jest nieodłącznym elementem bliskości z innymi. Widzieć nie oznacza trzymać się z boku, lecz stać w pogotowiu. To pozwala nam działać bez nacisku czy niepokoju, utożsamić się z tym, co się dzieje, ale nie dać się opanować wydarzeniom.

Uważność zatem to bardziej czujność niż obserwacja. Może ona oznaczać zarówno świadomość pozbawioną treści (czystą uwagę nieskupiającą się na konkretnej kwestii lub emocji), jak i świadomość wypełnioną treścią (uwagę pozbawioną ingerencji ego, tak zwaną uważność umysłu). Najczęściej, będę się odnosić się do pojęcia uważności, mając na myśli ten drugi rodzaj.Uważność jest odważnym przedsięwzięciem, ponieważ bazuje na wierze, iż każdy z nas ją posiada, aby mieścić w sobie i tolerować uczucia, przyjmować je bez względu na to, jak mogą się nam wydawać przerażające, i żyć z nimi w równowadze. Wtedy odkryjemy mieszkającą w nas siłę równą potędze odkrycia samego siebie.

Efektywne budowanie związków z innymi zależy właśnie od tej wiary w siebie. Uważność bowiem prowadzi nas do porzucenia własnego ja poprzez odrzucenie lęku i zachłanności, a to z kolei staje się doskonałym narzędziem w budowaniu zdrowych relacji z innymi ludźmi. Jesteśmy wtedy obecni dla innych w najczystszej postaci, bez pośrednictwa neurotycznego ja. Po prostu jesteśmy z kimś, zauważając go bez oceniania. Przyjmujemy do wiadomości to, co robi partner lub partnerka, lecz nie obwiniamy ani nie cenzurujemy jego lub jej. Robiąc to, raczej pozostawiamy przestrzeń naokoło jakiegoś wydarzenia niż okrążamy je naszymi przekonaniami, obawami i ocenami. Taka świadoma obecność uwalnia nas od zawężania prawdziwego obrazu czynami innej osoby. Zdrowy związek to taki, w którym jest wciąż więcej takich rozległych chwil.Uważność jest ścieżką, na której rozdajemy szacunek i wsparcie. Termin „uważność” jest tłumaczeniem z języka sanskryckiego dwóch słów oznaczających „uwagę” i „trwanie”. Musimy więc zwracać uwagę i trwać przy kimś, szanując uczucia tej osoby oraz sytuację, w jakiej w danej chwili się znajduje. Jeśli uda nam się zaakceptować drugą osobę w ten pogodny sposób, wewnątrz nas pojawią się pewne zmiany, a wtedy obie strony w związku zaczną odkrywać zręczne środki na głębszą miłość i oddanie. Akceptacja jest również pierwszym krokiem do pozbycia się kontroli i uzyskania wolności. Ta świadoma akceptacja stanowi zatem podstawę do budowy naszych związków.

Jesteśmy nastawieni na zwracanie uwagi na prawdziwą rzeczywistość, co jest techniką przetrwania. Z biegiem lat jednak uczymy się uciekać od niej i znajdować schronienie w iluzorycznym tworze własnego ja, które obawia się prawdziwej rzeczywistości. Łatwiej przychodzi nam wiara w coś, co sprawia, że czujemy się lepiej, wydaje nam się więc, że mamy prawo oczekiwać od innych, aby byli takimi, jakimi ich sobie wyobrażamy. Odpowiednie środowisko jest niezbędne do właściwego rozwoju zarówno psychicznego, jak i duchowego. W każdym stadium życia nasze wnętrze potrzebuje pokarmu, które zapewniają nam kochające nas osoby będące w stanie użyźnić grunt, na którym wyrasta nasza siła, zdolność do miłości i pogoda ducha. Nasi bliscy rozumieją nas i obdarzają uwagą, uznaniem, akceptacją i czułością. Tworzą przestrzeń, w której możemy być sobą.Być może zabrzmi to dziwnie, ale świadomość sama w sobie jest odpowiednim dla nas środowiskiem. Kiedy siedzimy podczas medytacji, nigdy nie jesteśmy sami.

Uważność to dojrzałość. Jest ona nieosiągalna dla kogoś, komu brak wewnętrznej spójności, osobistej kontynuacji i scalenia. Dojrzałość wymaga posiadania zdrowego ja, gdyż dystans i obiektywizm jest poza zasięgiem kogoś, kto nie ma wyznaczonych wyraźnych granic, gubi się w wieloznaczności i nie posiada poczucia równowagi osobistej.

Pokrzepiające spojrzenie na to, co było i jest.

Odczuwanie potrzeb może niektórym z Was wydawać się oznaką słabości. Tak naprawdę są one jednak pomocne w odpowiednim kształtowaniu naszej osobowości. Dziecięca tęsknota za akceptacją, uwagą, uznaniem, czułością i uwzględnieniem indywidualności, czyli przyzwoleniem, oraz możność bycia sobą w każdej sytuacji nie są oznakami patologii, lecz rozwoju. Kiedy jako dzieci pragnęliśmy zwrócić na siebie uwagę naszych bliskich, po prostu poszukiwaliśmy tego, co było nam potrzebne do zdrowego rozwoju. Nie oznacza to wcale, że byliśmy samolubni, i nie ma powodu, abyśmy teraz się tego wstydzili czy obawiali.

Dziecięce zaplecze wpływa na nasze obecne wybory, ponieważ przeszłość nieprzerwanie splata się z teraźniejszością. Coś, co zaczęliśmy dawno temu, a czego jeszcze nie skończyliśmy, nie musi być objawem niedojrzałości; może natomiast oznaczać kontynuację rozwoju. Pojawianie się motywów z dzieciństwa w dorosłych związkach nadaje naszemu życiu głębi i sprawia, że nie pomijamy powierzchownie sytuacji życiowych, lecz doświadczamy ich w pełni w miarę ich rozwoju. Nasza przeszłość zaczyna stanowić problem jedynie wtedy, gdy zmusza nas do powtarzania błędów lub przemyca nieuświadomione mechanizmy. Naszym zadaniem nie jest zrywanie z przeszłością, lecz wzięcie jej pod uwagę.

Należy uświadomić sobie, w jakim stopniu nasza przeszłość koliduje z szansami na zdrowsze związki i na życie w zgodzie z naszymi najgłębszymi potrzebami, wartościami i marzeniami.

Tak czy owak, nasz rozwój psychiczny jest wynikiem całożyciowej kontynuacji związków z innymi. Zadaniem dorosłej osoby jest przeanalizowanie i wyciągnięcie odpowiednich wniosków z każdego z nich. Takie działanie naprawia lub przywraca struktury wewnętrzne naszej psychiki, które zostały zagubione lub uszkodzone we wcześniejszym życiu. Mamy wtedy możliwość zobaczenia siebie samych takimi, jakimi naprawdę jesteśmy, co z kolei umożliwia nam budowanie dojrzałych związków.

Dojrzałość nie polega zatem na wyzbyciu się potrzeb, lecz na pozyskaniu wsparcia od innych osób, które są w stanie dać nam odpowiednie dla naszego wieku i szczodre odpowiedzi na nasze potrzeby.

Wśród zachowani okresu dziecięcego szczególnie odruchy obronne są postrzegane jako oznaki patologii i nieodpowiedniego zachowania. Ale potrzebujemy wielu strategii obronnych, aby chronić własną psychikę. Bronimy się przed tym, na co nie jesteśmy jeszcze gotowi, na przykład przed bliskością lub całkowitym zaangażowaniem. Nauczyliśmy się być ostrożni w okazywaniu osobistych życzeń i potrzeb, jeśli ujawnienie ich nie jest bezpieczne. Nauczyliśmy się bronić naszą delikatną i wrażliwą duszę przed, wykorzystaniem czy podejrzliwością. Są to nasze umiejętności, nie ułomności.

Jeśli czuliśmy się niepewnie jako dzieci, uczucie to może towarzyszyć nam również w dorosłym życiu. Dlatego też jako dorośli często używamy naszych dawnych strategii obronnych. Uciekamy lub bronimy się przed bliskością, ponieważ obawiamy się powtórnego rozczarowania, którego doświadczyliśmy w dzieciństwie i który pozostawił nas skulonych za ścianą strachu. Ściana ta jest pokryta mnóstwem napisów nagabujących nasze poczucie własnej wartości: „Nie pozwól, aby ktokolwiek zbliżył się do Ciebie”, „Nie angażuj się na całe życie”, „Żaden związek nie ma sensu”, „Nikt nie jest w stanie pokochać Cię tak, jak tego potrzebujesz”, „Kobiety/mężczyźni nie są godni zaufania”.

Większość z nas odczuwa niesłabnącą tęsknotę za wszystkim, czego zabrakło nam w dzieciństwie. Każda intymna więź natychmiast wskrzesi te pradawne tęsknoty wraz z obawami i frustracją, które notorycznie towarzyszą niespełnionym potrzebom. To jednak stwarza nam niepowtarzalną możliwość ponownego przeanalizowania tych udaremnionych pragnień, odzyskania utraconej energii oraz zrekonstruowania naszego wewnętrznego świata według pozytywnych względem życia zasad. Solidna więź z drugą osobą, jest w stanie przetrwać każde niepowodzenie życiowe, nasza wytrwałość i opór są zatem jedyną przeszkodą blokującą nadmiar bólu. Cerując naderwaną tkaninę naszego wnętrza, zakrywamy lukę, przez którą wkradały się zmory z przeszłości. Powracamy więc do stanu, w którym znów mamy kontakt z naszym prawdziwym ja i możemy żyć w harmonii z tą na nowo odkrytą esencją nas samych.

Każda osoba potrzebuje nieustannie uwagi, akceptacji, uznania, czułości i uwzględnienia indywidualności. Prawdą jest, że niespełnione zapotrzebowanie na te elementy miłości w dzieciństwie blokuje ich stuprocentowy dopływ w późniejszym życiu, gdyż ich dostarczenie nie będzie już tak pełne, natychmiastowe i niezawodne. Błyskawiczność i niezawodność w spełnieniu potrzeb przez daną osobę jest przywilejem dzieciństwa. Mogą one być jednak dostarczone w większych lub mniejszych ratach w ciągu całego naszego życia. Problem nie polega na tym, iż szukamy zaspokojenia tych potrzeb, lecz że chcemy dostać zbyt dużo naraz. To, co nie wystarczało nam przedtem, nie wystarczy nam i teraz, a to, co otrzymaliśmy w przeszłości, może być wystarczające również dziś.

Uważam nie wyrastamy z pierwotnych potrzeb, raczej stają się one mniej obciążające, a my znajdujemy bardziej wysublimowane sposoby na ich zaspokojenie, jeżeli potrzeby emocjonalne w dzieciństwie były spełniane przez rodziców, wynurzamy się z okresu dziecinnego pełni wiary, że inne osoby są w stanie dać nam to, czego potrzebujemy. Wtedy przyjmujemy miłość innych bez przeszkód. Nasze potrzeby są umiarkowane. Jesteśmy w stanie obdarzyć drugą osobę zaufaniem, aby pomogła nam ona zaspokoić nasze potrzeby emocjonalne, pomagając tym samym w zaspokojeniu jej pragnień. Taka sytuacja jest fundamentem spokojnego i pełnego miłości życia.

opracowanie na podstawie : Jak świadomie kochać” D. Rico

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry