Dwoje na rozstajach

Rozwód zawsze oznacza rozstanie. Czasem gwałtownie, częściej w sposób powolny dokonuje się w nas akt odwrócenia się i pożegnania z kimś i z czymś. To bolesne, tym bardziej że rozstajemy się nie tylko z tym, co było, lecz także z tym, co być mogło,a czego już nie będzie, choć sobie to kiedyś namiętnie obiecywaliśmy. Rozwód jest kamieniem milowym w naszym życiu. Po nim już nic nie jest takie samo.

Po rozwodzie rozstajemy się z nadzieją, czasem ze złudzeniami i z oszustwem emocjonalnym wobec siebie, z wmawianiem sobie przez lata, że jest inaczej niż jest. Rozstajemy się z własnym lękiem i wstydem. Bywa, że rozstajemy się z jakimś obrazem siebie – czasem z tym lepszym niż życie ostatecznie pokazuje, czasem z gorszym, gdy po rozwodzie odzyskujemy godność osobistą i sprawczość, o którą byśmy siebie nie podejrzewali. Każde ważne zdarzenie życiowe prowokuje nas do samopoznania. Poprzez rozstanie dowiadujemy się o sobie czegoś nowego lub upewniamy się w tym, co już wiemy.

Ostatecznie każde rozstanie jest uwolnieniem się od czegoś, po to, by podążać w kierunku czegoś innego. Warto zapytać siebie od czego zatem odchodzimy?

W podejmowaniu decyzji o rozwodzie ważne jest, by widzieć ten proces w jego ciągłości jako drogę „od – do”, którą mogę oddalać się (czasem uciekać) od czegoś, po to, by równocześnie„podążać za czymś” lub „ukierunkować się na coś” w swoim życiu. Jednostronne widzenie rozstania (tylko „od”… lub tylko„do”…) może nas oszukiwać.

Zakonserwowane lub skamieniałe doświadczenia emocjonalne w postaci poczucia krzywdy, bólu, zranienia i winy,urazy i wściekłości, stanowią główny temat w terapii  małżeńskiej i rozważającymi możliwość rozwodu. A także z osobami, które po rozwodzie zostały same, lecz z różnych powodów nie potrafią się rozstać z tym, co było. Można zaryzykować tezę, że małżeństwa, które bardziej konstruktywnie radzą sobie ze wspomnianymi uczuciami, lepiej radzą sobie też z sytuacjami okołorozwodowymi. Ktoś, kto nie tylko zna swoje uczucia, lecz dodatkowo nad nimi panuje, potrafi gdy trzeba odsunąć je od siebie, po to,by podjąć mądrą decyzję życiową.

Czy w sprawie rozstań można dać ludziom coś w rodzaju przewodnika? Jak brzmiałyby te zalecenia?

Jeśli zaczynasz myśleć o rozwodzie, sprawdź na początek, czy nie da się twego małżeństwa uczynić związkiem bardziej osobistym, a nie tylko związkiem ról społecznych. Czy potrafisz dojrzeć jeszcze coś pozytywnie niepowtarzalnego, co druga osoba wnosi w twoje życie? Nigdy nie jest tak, że ktoś jest jednostronnie zły. Czasami zaczynamy w ten sposób myśleć o współmałżonku, ale nie wynika to z żadnej prawdy, lecz z kierunku, w którym podążam, poszukując po drodze dodatkowych argumentów. Gdy emocje powodują naszymi decyzjami, czarny obraz partnera bywa uzasadnieniem niektórych nieświadomych decyzji. Gdy doświadczamy bólu w relacji z partnerem i cierpimy z powodu realnej niesprawiedliwości i krzywdy, trzeba się temu mądrze i aktywnie przeciwstawić. Najczęściej potrzebujemy do tego pomocy innych ludzi. Jeśli jest to ból opuszczenia, to podobnie jak w przypadku sińca czy rany, prawdopodobnie rozpocznie się proces samoleczenia. Rzecz w tym, by temu procesowi nie przeszkadzać, nie rozdrapywać ran i nie pognębiać się złym myśleniem o sobie. Niektórzy porzuceni poszukują gorączkowo tak zwanych słusznych powodów dla konieczności bycia porzuconym. Takie osoby myślą: „należało mi się”, „mama od początku wiedziała, jak to się skończy, i miała rację”. Te przewrotnie uspokajające mantry podtrzymują „słuszny porządek świata”, a skoro słuszny, to i bezpieczny.

Jeśli uda nam się podjąć efektywne i spełnione życie, prędzej czy później pojawi się w nas chęć wyzwolenia się od poczucia krzywdy – poprzez przebaczenie,które ostatecznie zamyka sprawę. Jeśli przebaczenie nie pojawia się samoistnie, jako wyraz życia i nadziei, trzeba zająć się tą kwestią poważniej. Wyzwolenie z zatrzaśnięcia w dawnym poczuciu krzywdy oznacza często długą i intensywną pracę, której efektem jest odzyskanie znacznej energii życiowej.

Cierpienie może być także związane z poczuciem winy.Trzeba odróżnić realistyczne poczucie winy od nadmiarowego.Zdrowe i realistyczne poczucie winy rozwiązuje się wyłącznie poprzez wyrównanie i zadośćuczynienie osobie, którą skrzywdziliśmy. Nadmiarowe poczucie winy to neurotyczny mechanizm obciążania się winą za wszystko, co zdarzyło sięnam i naszym bliskim. Paradoksalnie, może ono przywołać bezpieczny, bo oswojony od dawna (bywa, że od dzieciństwa)świat, w którym relacje – szczególnie te znaczące i bliskie –opierały się na uznaniu „mojej winy”.

Fala pożegnania

Niejedno tracimy poprzez rozstanie. Każda strata rodzi żal.Niejedno nasze doświadczenie życiowe potrzebujemy opłakać.Nie jest to akt jednorazowy. Żałoba wymaga czasu. Ważne, bynie zaprzeczać tej energii, nie powstrzymywać jej. Zgoda na niąpozwala przyjść i odejść dalej fali spłukującej doświadczenie,które było i już nie wróci. Pozwala pożegnać się także z tym, co było dobre, ponieważ związek nie powstałby i nie trwał, gdyby zdarzały się w nim wyłącznie złe rzeczy. Małżeństwo, nawet jeśli kończy się rozstaniem, zmienia nas.

Dobrze, jeśli zmienia nas na lepsze, przydaje mądrości, otwartości, rozumienia siebie i innych. Gorzej, jeśli pozostawia nas z urazą, obrażonych na wszystko, pełnych agresji wobec siebie, z poczuciem krzywdy, zamknięciem wobec życia i miłości, lękiem przed nimi, albo z żałobą, która zamyka nam możliwość zaakceptowania nadziei.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry